Odzyskane imiona

Pomysł zorganizowania marszu pamięci w rocznicę wymordowania ponad 3 tys. Żydów z Olkusza zrodził się w 2006 r. Inicjatywę podjęło Olkuskie Stowarzyszenie Kulturalne „Brama”. 13 czerwca 2006 r., czyli w 64. rocznicę pierwszego i najliczniejszego transportu olkuskich Żydów do komór gazowych w Auschwitz, marsz miał przejść ostatnią drogą ofiar po rodzinnym mieście – spod budynku obecnego Starostwa Powiatowego przy ul. Mickiewicza na dworzec PKP.

Do realizacji tej inicjatywy nie doszło. Borykające się z licznymi problemami Stowarzyszenie wycofało się z organizacji przedsięwzięcia, gdy starosta olkuski, obecny gospodarz miejsca, gdzie zgromadzeni byli Żydzi przed ich ostatnią drogą, poproszony o patronat nad marszem odmówił, tłumacząc się urlopem.

W Olkuszu znalazł się jednak człowiek, który postanowił nie przejmować się oficjalnymi decyzjami władz. – 13 czerwca sam wyruszyłem spod Starostwa śladem tych, dla których przed 64 laty była to ostatnia droga po rodzinnym mieście – opowiada Ireneusz Cieślik, teolog i publicysta. – To było dla mnie niesamowite przeżycie. Spokojne przejście tej drogi daje bowiem niezwykłą okazję do refleksji. Obrazy wydarzeń sprzed lat znane z opisów i starych zdjęć w przedziwny sposób nakładają się i przeplatają z obrazami obecnego miasta. Dochodzi do tego mnóstwo myśli i pytań: jak pamięć/niepamięć/przemilczanie/obojętność świadczy o byłych i obecnych olkuszanach, kolejnych władzach miasta, jego elitach i zwykłych mieszkańcach?

Cieślik od początku zapowiadał, że jego marsz nie jest jednorazowym happeningiem i zamierza go powtarzać co roku: – Marsz jest niezwykłym wewnętrznym doświadczeniem, ale także okazją do publicznego wyrażenia swojej niezgody na życie w świecie, w którym o wartości tragedii i ofiary decydują kryteria rasistowskie.

Od tej pory co roku 13 czerwca marsz pamięci odbywa się w nieco szerszym gronie – dołącza kilka, kilkanaście osób. Trudno nawet powiedzieć, by był on przez kogoś organizowany – zainteresowani sami dopytują się o godzinę rozpoczęcia, przekazują sobie informację z ust do ust i razem wyruszają. Na trasie przemarszu inicjatorzy rozwieszają kopie zdjęć dokumentujących wydarzenia sprzed lat, które marsz upamiętnia, oraz serię plakatów z rzucającą się w oczy błękitną Gwiazdą Dawida i napisem „Pamiętamy” na pierwszym z nich. Wydrukowano na nich drobną czcionką około półtora tysiąca nazwisk (wraz z podanym przy większości imieniem, wiekiem i adresem zamieszkania). To nazwiska żydowskich ofiar niemieckiej okupacji Olkusza podczas II wojny światowej, które jak dotąd udało się ustalić badaczowi dziejów Zagłady na ziemi olkuskiej, Krzysztofowi Kocjanowi. Przechodnie czasem zatrzymują się przy plakatach, rozejrzą po okolicy (kopie zdjęć są umieszczane w pobliżu miejsc, w których były robione), poszukają jakiegoś adresu na liście. Ofiary przestają być anonimowym tłumem, odzyskują imię, nazwisko, adres, twarz.

W 2011 roku po raz pierwszy uczestnikami marszu byli także Żydzi. Wśród zebranych przed Starostwem znalazł się Jonathan Ornstein, dyrektor Jewish Community Center na krakowskim Kazimierzu, który przeczytał wystosowany do uczestników marszu list rabina Ellisa. – Wielką radość sprawiła nam wizyta Aviego Applesteina, syna olkuskiego Żyda, który specjalnie na marsz przybył wraz z żoną Barbarą z niemieckiej Kolonii, gdzie obecnie mieszka – wspomina Ireneusz Cieślik. – W olkuskiej Galerii BWA zorganizowaliśmy z nim wcześniej spotkanie, podczas którego Avi opowiadał o osobistym odzyskiwaniu przeszłości, jakie zaprowadziło go do Olkusza. Avi, urodzony w latach 50. w Izraelu, należy do tych szczęśliwców ze swego pokolenia, którzy posiadają zdjęcie przynajmniej dwojga ze swoich dziadków. Inni jego rówieśnicy nie mieli nic poza wspomnieniami swoich rodziców.

We wstępie do wydanej w 60. rocznicę likwidacji getta w Olkuszu książki Zagłada olkuskich Żydów, jej autor Krzysztof Kocjan pisał, że powstała ona „z potrzeby sumienia, by wypełnić to niezrozumiałe milczenie, jakie zapadło wokół losu olkuskich Żydów po ich wymordowaniu i trwało przez ostatnich sześćdziesiąt lat przerywane z rzadka pojedynczymi głosami”. Przykład „prywatnego marszu” podziałał mobilizująco na lokalne władze i odtąd zaczęto organizować też urzędowe obchody rocznicy likwidacji getta, którym zwykle towarzyszą wystawy bądź prelekcje ukazujące dawnych mieszkańców miasta.

*

Olkuscy pasjonaci lokalnej historii wydali też kilka książek o losach Żydów w swoim mieście, w tym bardzo skrupulatne opracowania dokumentujące dwa miejscowe cmentarze żydowskie. Organizowali spotkania przybliżające kulturę żydowską. Doprowadzili również do nadania honorowego obywatelstwa Olkusza sędziwemu liderowi olkuskich Żydów w Izraelu, Mosze Bergerowi.

Milczenie zostało przerwane.

Ewa Karabin

Recovered Names

The idea of holding a memorial march on the anniversary of the murder of more than three thousand Jews from Olkusz arose in 2006. The initiative came from the Gate Cultural Association of Olkusz. On June 13, 2006, the 64th anniversary of the first and largest transport of Olkusz Jews to the Auschwitz gas chambers, the march was planned to trace the route of the victims’ final procession through their hometown, from the building that now houses the local administration at Mickiewicza street to the train station.

That march never took place. The association faced so many problems that it backed out after the head of the local administration (who resides in the building where the Jews were held before embarking on their final journey) turned down a proposal to act as patron of the march on the pretext that he was on vacation.

However, there was someone in Olkusz who did not accept the official decision. “On June 13, I set out alone from the administration building in the footsteps of those who walked through their hometown for the last time 64 years earlier,” says Ireneusz Cieślik, a theologian and journalist. “It was an incredible experience for me. Walking calmly along that route is an exceptional occasion for reflection. The images of the events from all those years ago, familiar from descriptions and old photographs, overlay and intermingled in an uncanny way with images of the contemporary city. This prompts a multitude of thoughts and questions. What do memory, the lack of memory, silence, and indifference say about the people of Olkusz then and now, about the successive authorities in the city, the elites and the ordinary residents?

From the beginning, Cieślik stated that his march was not a one-off happening, and that he intended to repeat it each year: “The march is an exceptional internal experience, but it is also an occasion for the public expression of our refusal to live in a world where racist criteria determine the value of a tragedy and its victims.”

Since then, the memorial march has been held on June 13 each year in a somewhat larger circle—several people, or even a dozen or more, join in. It is difficult even to say that anyone organizes it. The interested parties themselves ask about the starting time, pass the information around by word of mouth, and set off together. Along the route of the march the initiators hang copies of photographs documenting the events from years ago that the march commemorates and a series of posters with eye-catching blue Stars of David and the words “We remember” on the first of them. About 1,500 names appear on these posters in small print, with first names, ages, and addresses for most of them. These are the names of Jewish victims of the German occupation of Olkusz during World War II that have been established to date by Krzysztof Kocjan, who is researching the history of the Holocaust in the Olkusz region. Passersby sometimes pause before the posters, look around the surroundings (the copies of the photographs are located near the locations where the pictures were taken), or hunt for an address on the list. The victims stop being an anonymous crowd; they regain a name, an address, and a face.

In 2011, for the first time, there were Jews among the marchers. Among those who gathered in front of the administrative offices was Jonathan Ornstein, director of the Jewish Community Center in the Kazimierz district of Cracow. He read out a letter to the participants in the march from Rabbi Ellis. “A great joy to me was the visit by Avi Applestein, the son of an Olkusz Jew, who made the trip from Cologne in Germany, where he now lives, together with his wife Barbara, especially for the march,” Cieślik recalls. “Earlier, at the BWA Gallery in Olkusz, we organized a meeting during which Avi talked about his personal recovery of the past and how it led him to Olkusz. Avi, who was born in Israel in the fifties, is one of those lucky members of his generation who possess photographs of at least two of their grandfathers. Others his age have nothing except their parents’ reminiscences.”

In the preface to the book The Holocaust of the Olkusz Jews, published on the sixtieth anniversary of the liquidation of the ghetto, its author Krzysztof Kocjan writes that it arose out of “a need of the conscience to fill in that incomprehensible silence that descended over the fate of the Jews of Olkusz after their murder, and that has continued for the last sixty years broken only by rare individual voices.” The example of the “private march” served to mobilize the local authorities, and since then official commemorations of the anniversary of the liquidation of the ghetto have also begun to be organized, usually accompanied by exhibitions or lectures portraying the former residents of the city.

*

Local history enthusiasts in Olkusz have published several books about the fate of the Jews in their city, including painstakingly comprehensive documentation of the two local Jewish cemeteries. They have held informational meetings about Jewish culture. They have also brought about the granting of the keys to the city to the elderly leader of the Olkusz Jews in Israel, Moshe Berger.

The silence has been broken.

Ewa Karabin